|
Łosie były moim głównym
celem przyjazdu w okolice Vänersborga. Królewskie Tereny Łowieckie
zachęcały dużym prawdopodobieństwem spotkania tego ssaka, a nawet -
przy odrobinie szczęścia - całych
rodzin. Największemu zagęszczeniu tego zwierzęcia w Szwecji sprzyja tutaj
bliskość
jezior,
jeziorek, oraz dużych obszarów podmokłych. Znaczna część terenu porośnięta
jest
gęstym
lasem, wśród którego łosie
skrywają się w dzień. Podczas jesieni, gdy
liści
wciąż dużo na drzewach, trudno je
wypatrzeć w gęstwinie, ale za
to jest możliwość sfotografowania ich w kolorowej jesiennej scenerii.
Nie tak łatwo je spotkać na
otwartym terenie za dnia, gdy istnieje szansa zrobienia zdjęcia. O ile
pięć lat temu łosia zobaczyć nie było sztuką, bo tak się rozpanoszył, ze
Szwedom jabłka z ogródków powyjadał ;-) o tyle teraz jest to
utrudnione - zdenerwowani tubylcy znacznie zmniejszyli jego pogłowie.
Przetrwały tylko sztuki mające najmniej chęci kontaktu z człowiekiem. Po
kilku dniach penetrowania wzgórz, kiedy poziom mojego entuzjazmu równał
się mniej więcej ilości spotkanych łosi (czyli ZERO), los się jednak
odmienił. Najpierw pokazała mi się para tych zabawnych zwierząt, a
następnego dnia mogłam już podziwiać ich całą rodzinę. Co prawda
rogacz
pojawił się tylko na moment, by skryć się w zaroślach, ale
klempa i
łoszak dzielnie pozowały. Młody zaciekawiony moją osobą co
i rusz
podchodził bliżej, to wycofywał się dając mi pole do
manewru. Co chwila także
podskubywał gałązki brzozy a potem
flegmatycznie je przeżuwał, wszak była pora łosiego
śniadania :-)
Spotkania z łosiami były tak
bliskie, że do części pokazywanych tutaj zdjęć nie używałam teleobiektywu,
ale
obiektywu szerokokątnego... Co prawda z drżeniem nóg, bo
jednak młode łośki potrafią niechcący uszkodzić znajdującego się blisko
obserwatora ;-) Jednak bardziej niebezpieczna jest klempa, która w razie
niebezpieczeństwa zaczyna bronić potomka... czasami bywa przewrażliwiona,
tak więc lepiej nie być na linii pomiędzy nią i jej dzieckiem ;-)
Łosie pięknie wyglądały
wśród pomarańczowych liści paproci, jednak spotkanie z nimi dobiegło
niebawem końca - powoli
oddaliły się w gęste zarośla, a ja po
zejściu ze wzgórz udałam się w stronę cywilizacji ;-) |