|
Kilkaset metrów od
stadionu, na którym odbywają się zawody zapaśnicze, znajduje się
strzelnica łucznicza. Zawodnicy –
kobiety i
mężczyźni w różnym wieku
stoją na wyznaczonej linii,
ubrani w tradycyjne stroje, mierząc z
łuków o
charakterystycznym, niezmienionym od wielu wieków kształcie. Celują do
kawałów filcu leżących bezpośrednio na ziemi, 75m od linii na której stoją
zawodnicy. Każdy ze strzelców chce zdobyć tytuł Mergen, czyli Celnie
Trafiającego, przy czym zwycięzców może być kilku.
„… Ceremonialne i
symboliczne gesty wskazują, że w dyscyplinie strzelania z łuku zwycięstwo
nie jest najważniejsze. Tu chodzi o kultywowanie tradycji. I tak na
przykład pierwszy strzał w zawodach musi oddać mężczyzna urodzony w Roku
Tygrysa (według kalendarza buddyjskiego), strzały zbierają urodzeni w Roku
Szczura, a wyniki podaje osoba urodzona w Roku Małpy. Śpiewa w tym czasie
ten, kto urodził się w Roku Smoka…” (B. Uryn)
Wyścigi konne odbywają
się w innym miejscu niż pozostałe dwie gry męskie.
W stepie, niedaleko
stolicy, powstaje
ogromna wioska złożona z jurt jeźdźców, ich rodzin,
całej obsługi tego wydarzenia, oraz kilkuset koni. Przybywają tam też
obserwatorzy wyścigu, którzy
rozsiadają się w stepie gdziebądź,
jeżdżą
konno między znajomymi, urządzają sobie rodzinny piknik w oczekiwaniu na
galopujące w stepie konie.
W zawodach startują…
kilkuletnie dzieci, które wspaniale jeżdżą konno. W Mongolii często
maluchy nie umiejące jeszcze chodzić sadza się na koniu, więc często ta
umiejętność jest ich pierwszym wyuczonym sposobem przemieszczania. „…
Osobno ścigają się 2-, 4- i 5-letnie konie na różnych odległościach.
Najważniejszym biegiem jest wyścig ogierów na dystansie aż 30 km.
Przygotowania do startu trwają godzinami i pokazują, że nie zwycięstwo
jest najważniejsze, ale sam udział w Naadam. Tysiące widzów na trybunach
podziwia setki defilujących koni z małymi jeźdźcami w siodłach,
tradycyjnie okrążających przed startem owoo z narodową flagą. Zawodnikom
towarzyszą ich rodziny (również mamy, siostry i babcie na koniach). Bogate
uprzęże, inkrustowane srebrem siodła i kolorowe, zgodnie ze zwyczajem
bogato zdobione stroje jednych mieszają się ze skromnymi delii, bosymi
nogami innych maluchów, jadących na koniu na oklep. Konie to cud, którym
bogowie obficie obdarzyli Mongołów…” (B. Uryn)
Zawodnicy wpierw
idą
na miejsce startu. Kolumna jeźdźców rozciąga się daleko w stepie. W końcu
zawodnicy znikają, aby
pojawić się w tumanach kurzu. To na ten moment
czekają obserwatorzy. Tłum kibiców powstaje z miejsc, podekscytowanie
staje się namacalne… kiedy
widać już małych jeźdźców, którzy
krzycząc na
konie i machając nad głową kijkami zmuszają je do morderczego biegu, tłum
zaczyna biec w kierunku zawodników. Widać już z bliska, jak konie pokrywa
piania, a młodzi dżokeje ledwo trzymają się na siodłach. Mają za sobą 30
km morderczego biegu przez step. Widzowie są tak rozgorączkowani, że
policja nie może utrzymać porządku – tłum wylewa się w step, na drogę
galopujących koni. Dotknięcie trawy, po której biegają konie, jest
szczęśliwe.. kibice nie tylko jej dotykają, ale także się nią smarują.
Wśród nich byłam i ja… zgubiłam co prawda swoich współtowarzyszy podróży, ale nie to
było
ważne, lecz moc i emocje płynące z samego źródła wielowiekowego
rytuału. Człowiek zachodu nie potrafi do końca tego zrozumieć. Początkowo
zastanawia się, po co to męczenie koni, po co ten brutalny trud.
Zwłaszcza, gdy widzi tego upadającego, dla którego
wyścig okazał się
ostatnim. Co roku w Naadam pada kilka koni. Jest to cena, jaką naród
koczowników płaci za selekcję najwspanialszych ogierów i klaczy, których
potomstwo zasiedli stepy w kolejnych pokoleniach. Widziałam też konia,
który upadając prawie przygniótł swojego małego dżokeja. Podbiegło do
niego od razu kilku mężczyzn, którzy zaczęli kopać wierzchowca, na siłę
stawiać go na nogi.
|