|
|
|
|
POWRÓT
DO
GALERII
▲
|
|
"...Mongołowie
nie mają poczucia sensu i konieczności planowania [...] przez
to trudno się z nimi dogadać, opierając się na jakimś czasowym
planowaniu, wymagającym starannego przestrzegania terminów
[...]. Czas dla mongolskich pasterzy jest żywiołem, któremu
należy się podporządkować tak jak nurtowi rzeki i
niedorzecznością jest próbować go zorganizować i
podporządkować sobie [....]. Gdyby następnego dnia od rana
nastąpił kataklizm, który zmiótłby z powierzchni ziemi cała
nowoczesną technologię i wszystkie wynalazki człowieka z
ostatnich 200 lat, Mongołowie mogliby przeżyć nie musząc się
na nowo uczyć czegoś, co inni dawno zatracili. Żyją, opiekując
się swoimi stadami, poddani naturalnemu rytmowi przyrody,
którego nie sposób kontrolować [...]. Toteż przyszłość nie ma
znaczenia dla ludzi, których czas płynie zgodnie z rytmem
życia zwierząt [...], dlatego ten nasz pośpiech i manię
ustalenia terminów uznają za coś zupełnie zwariowanego, jak
pisanie listu palcem na piasku pustyni..."
J. Sypniewski

Od
setek lat przyrządzany jest w ten sam sposób. Jak pisze Konstanty Rengarten*
"...Mongoł oczyszcza kociołek z
zewnątrz z sadzy, wsypuje wewnątrz pokruszony nawóz koński, a szorując go
kawałkiem skóry końskiej, rozciera nawóz na proszek, poczem, nie
wypłukawszy kociołka, wlewa do niego wodę i stawia na ogniu, następnie
wsypuje herbatę potłuczona w moździerzu. Gdy woda dojdzie do punktu
wrzenia, przecedza ją przez miotełkę, ażeby usunąć listki herbaty i dodaje
mleka, dorzuca kawałek tłustości baraniej, masła albo sera, trochę soli.
Trzeba być mocno zmongolizowanym, żeby ją pić..." Święte słowa :-)))
Picie
sute jest swoistym rytuałem, a poczęstowanie gościa jest obowiązkiem
gospodarza, inaczej staje się on niegodzien miana człowieka.
Nieobowiązkowe, ale za to przyjemne jest napicie się ajraku, czyli kumysu
- cierpkiego i orzeźwiającego sfermentowanego kefiru z mleka klaczy, o
niewielkiej zawartości alkoholu. Odważniejsi mogli też pokosztować
mongolskiej wódki (archii),
której tradycyjne picie wymaga rozpoczęcia każdej szklanki (!!) od maczania
w niej serdecznego palca i pstrykania dwa razy w górę (demony przecież też
chcą odrobinę ;-)) Po dobrej archii można
namówić Mongołów na
śpiewy - Mongołowie lubią śpiewać i
trzeba przyznać, że potrafią w ten sposób pięknie wyrazić
bezmierne jak step emocje i tęsknoty...
A zatem ruszamy w drogę :-) |
|
|
◊◊◊W
DROGĘ !!
|
"Kilkadziesiąt kilometrów za
rogatkami stolicy praktycznie kończą się drogi. Dalej czekają szlaki przez
step i brody w rzekach. Dokąd one prowadzą?" (B. Uryn)
"Jak wygląda dom tych ludzi,
którzy z tygodnia na tydzień wędrują ze swymi jurtami w poszukiwaniu wody
i trawy? Jakie jest wyżywienie tych, którzy zarzynają tylko zwierzęta, ale
nie orzą? Jak ubiera się lud, który strzyże tylko wełnę i garbuje skórę, a nie
międli konopi? O czym mówią pieśni i wiersze pasterzy?" (A. Rona-Tas)
To właśnie takie pytania
chodzą po głowach podróżnych opuszczających UB i jadących
ledwo
zaznaczonymi wśród traw traktami w kierunku wielkich
przestrzeni stepowych
serca Azji.. W ciągu najbliższego miesiąca i my mieliśmy poznać na nie
odpowiedzi. Najważniejsze już wiedzieliśmy - podróżując przez Mongolię
zawsze można liczyć na odwieczne prawo gościnności, charakterystyczne dla
narodów Nomadów, nakazujące udzielenia gościny każdemu wędrowcowi. Nie
wiedzieliśmy natomiast, że czeka nas sporo przygód,
niezapomnianych
spotkań, oraz odgniotki w miejscu gdzie plecy się kończą, powstałe z
powodu setek kilometrów przebytych po bezdrożach ;-) ...Dziesiątki
zaliczonych brodów w mniej lub bardziej eleganckim stylu,
stepowe
"autostrady" ciągnące się w kierunku Chin, rachityczny
drewniany most na rzece,
sprawiający wrażenie, że nawet bez obciążenia samochodem
za chwilę runie..
Prawdziwe BEZ-droża, przez które trzeba było przejechać,
jedyny
drogowskaz poza UB, miasteczka w
stepie tworzone przez
kilka jurt, do których można było wejść, najeść się
i przespać... Kilka
złapanych gum naprawianych czasem w
serwisach 24/7 ;-)
...kapryśna pogoda z
lokalnymi burzami zrywającymi się nagle i
odchodzącymi niewiadomo kiedy,
spanie na Gobi podczas wichury i burzy
piaskowej,
wiele usterek
UAZ-ów, które nasi dwaj kierowcy -
Gończyk i
Uer,
naprawiali za pomocą młotka, śrubokręta, kawałka sznurka i czasami piasku
;-) A także kolejne atrakcje, czyli
ugrzęźnięcie w rozmiękłym po burzy
stepie, piękne poranne
widoki prosto z jurty na jeziora,
toalety z
najszerszą panoramą na świecie na pustynię Gobi ;-) łazienka z
wielostanowiskowym
korytkiem do mycia kolektywnego razem z
współtowarzyszami podroży, za pomocą wody przywożonej z
pustynnej studni.
Prysznice zasilane pojemnikami o zaskakująco małej pojemności ;-)
... Spotykane wszędzie modlitewne owoo,
święte
drzewa, przy których miejscowe
susły (szczekuszki)
zawsze znajdywały coś do jedzenia... Przechodzące po drodze
wielbłądy,
jaki, owce
i inne
krowy ;-)
kozy szukające cienia pod UAZ-em... spotykane wszędzie
wspaniałe mongolskie dzieciaki,
których szczęście życia w prostych warunkach zarażało nas optymizmem...
Przez miesiąc mieliśmy też
okazję posmakować kuchni mongolskiej, ponieważ stołowaliśmy się w
jadłodajniach przydrożnych (czajni-gazaar,
guanz) i
jurtach pasterzy, gdzie
podaje się posiłki oparte w głównej mierze na świeżo przyrządzanej
baraninie. Jedliśmy cuiven - zupę z makaronem i baraniną,
husiuury -
pierogi z baraniną zapiekane w głębokim tłuszczu, najbardziej tradycyjne
mongolskie
buzee - gotowane na parze pierogi z .... baraniną ;-)
"...robi się je bez przypraw, czasem tylko z dodatkiem cebuli, lecz
wypełnia się głównie baraniną. Trzeba jednak
poznać smak tego mięsa, baranina w Mongolii smakuje inaczej niż w Polsce."
(J. Sypniewski) Jest też pozyskiwana bardziej "humanitarnie" niż w Polsce
- lekko nacina się skórę owcy tuż pod mostkiem,
po czy wsadza się rękę do klatki piersiowej i ściska aortę. Zwierzę usypia w
ciągu minuty z powodu niedotlenienia mózgu. Czasami żywa owca jeździ razem
z Mongołami w dłuższą podróż jako
zapas niepsującego się jedzenia. Oprócz baraniny
w menu znalaz się też arols (aros,
arul),
czyli bardzo kwaśny i twardy suszony
kefir, którego ssanie powoduje wzmożone wydzielanie śliny, a także smakowite
ryby, których łowienie nie przysparzało większej trudności, bowiem "...głodny Mongoł nie
traktuje ryby jak jedzenia, co najwyżej jest to dla niego rodzaj
ekstrawagancji kulinarnej [...]. Ryby nienawykłe, że ktoś może mieć wobec
nich złe zamiary z samej ciekawości dają się złapać. Biorą na wszystko,
nawet na kawałek futra" (J. Sypniewski) No i jeszcze sute caj,
zielona
herbata z mlekiem, tłuszczem i odrobiną soli. Herbata to najważniejszy i
prawie codzienny napój Mongoła, chłodzący w lecie i rozgrzewający zimą.
Obawialiśmy się odrobinę tego napoju, ponieważ jest tradycyjnym
poczęstunkiem w każdej jurcie, i nie wypada zostawić go nie wypitego.
|
|
|
DALEJ
► |
|
|
|
________________
*Konstanty Rengarten - XIX
wieczny podróżnik, który piechotą okrążył ziemie mając za jedynego
towarzysza psa - Łapkę. Za najtrudniejszy ale i najciekawszy kraj uznał
Mongolię. |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
|
"Prócz mięsa najważniejszym pożywieniem dla Mongoła jest mleko. Spożywa
on je w postaci przeróżnych serów, twarogu, śmietanki, jogurtu, śmietany i
masła. Ser i twaróg odgrywa taką rolę w wyżywieniu Mongoła, jak dla
Europejczyka chleb. Znajdują się one zawsze pod ręką i spożywa się je przy
każdym posiłku. Bardzo rozpowszechnioną wśród Mongołów potrawą jest aarc. Powstaje ona w ten sposób, że jogurt gotuje
się w kotle, a następnie
ugotowaną masę wiesza się w płóciennym worku, by wyciekła z niej — jak mówią
Mongołowie — żółta woda. Po odcedzeniu jej wkłada się worek między deski i
.przyciska ciężarem. Sprasowany w ten sposób serowaty materiał wyjmuje się i
łamie na drobne kawałki albo kraje włosem końskim na plasterki i wystawia
na dach jurty w celu wysuszenia. Jeżeli zamiast deskami wyciska się worek
rękami, produkt nosi nazwę aarwal. Ulubiony przez koczowników ser
sporządzają oni w ten sposób, że pełnotłuste mleko zagotowują, dodają do
niego trochę starego jogurtu, potem z zakwaszonego mleka odcedzają serwatkę, a resztę wysypują na płótno. Z tej masy wycieka reszta serwatki, a
gdy ser zbije się w jedną masę, przechowuje się go w stanie wilgotnym. Ser
taki robi się tylko przed dłuższą wędrówką. W somonie Dariganga udało mi
się zanotować dwadzieścia pięć różnych produktów mlecznych, ale nie są to
bynajmniej wszystkie."
A. Rona-Tas |
|
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
|