|
Już z samolotu można się
przekonać, że znajomo wyglądający
brzeg Danii znacznie się różni od
Wyspy... Spowita w
oparach ziemia robiła wrażenie niedostępnej, pustej i
zimnej. Nic dziwnego, bo Reykjavik oznacza "Zatokę spowitą oparami". Droga z lotniska w Keflaviku do stolicy prowadzi przez
pole
lawowe, gdzieniegdzie widać owce, za to aż po horyzont nie można dostrzec
ani jednego drzewa. I nie jest to wyjątek, zbieg okoliczności czy też
atrakcja turystyczna ;-) Islandia to jedno wielkie pole lawowe, a tam
gdzie nie ma lawy jest lodowiec, rzeka lodowcowa, albo wulkan. Pierwsze
drzewa pojawiają się dopiero w przydomowych ogródkach w Reykjaviku,
najmniejszej stolicy europejskiej i zarazem najbardziej wysuniętej na
północ. W mieście i w jego okolicach mieszka
200 000 ludzi, co stanowi 2/3 ludności Islandii.
Reykjavik jest małym miastem
a jego
ścisłe centrum skupia się na obszarze ok. 4 km2.
Niewielki port,
charakterystyczna zabudowa, wśród której wyróżnia się kościół
Hallgrimskirkja oraz
Perlan, tworzą atmosferę tego miejsca. Wystarczy wyjechać kilka kilometrów z
miasta, a znów znajdziemy się na polu lawowym, wśród
gęgaw,
owiec, wśród pustki ciągnącej się po horyzont. Pogoda zmienia się tu
jeszcze częściej niż w
Norwegii, co sprawia że wodospad
Gullfoss, będący
tutaj chyba najczęściej odwiedzaną atrakcją, często zakryty jest ścianą
deszczu. Jakby tej wilgoci było jeszcze za mało, swoje dokładają
gejzery i
źródła geotermalne... |